Skip to main content

Polscy Janusze i Grażyny – jak toksyczne relacje kształtują mężczyzn i kobiety

Jest pewien typ kobiet. Białe kruki. Ba, koliberki nawet! Kolorowe, zwiewne, subtelne. W jakiś cudowny sposób przetrwały zlodowacenie wychowania, edukacji i kulturowej indoktrynacji. Integrują optymalne proporcje pierwiastków mocy i siły (aspektów żeńskich i męskich), z przeważającą ilością tej pierwszej – pełne rozluźnienie i zaufanie, bez cienia neurotycznego skurczu. Mają duże, radosne i kochające oczy. Omijają toksyczne relacje. Nie będziesz w stanie dłużej niż kilka sekund w nie patrzeć bez zawstydzenia. Taki Twój cień.

Najwięcej takich okazów spotkałem w Azji. Na styku, w tyglu największych światowych religii, które się wzajemnie rugują, powstaje ochronna strefa Naturalnej Pustki. Nie ma nic, co mogłoby je destruktywnie warunkować. Żyją blisko Natury, są z nią jednością. Dzięki temu bywają dzikie i bezwstydne w ekspresji uczuć, myśli i wdzięku. Roztaczają aromat czystego piękna. Niezależnie od Twojego stanu świadomości, na zawsze wyryją Ci w mózgu dopaminową bruzdę. Mają to „coś” w ruchach, zapachu i spojrzeniu.

Męska inicjacja a toksyczne relacje

W CV, którego nigdy nie przeczyta otyły prezes betonowej korporacji, piszą, że miały kochającego i mądrego ojca. Ten facet był wyjątkowy, tak jak i jego ojciec… Wspierał i nie bał się przytulać córki, aby nie sprowokować neurotycznej reakcji swojej partnerki. Chroniąca mądrość męskiej Obecności. Tak niewiele trzeba i tak wiele – w zależności, ile zasobów otrzymał mężczyzna od swojego ojca.

Tak, drodzy czytający to mężczyźni, to niestety raczej nie o Was. Nie przeszliście zdrowej „inicjacji”. Picie wódki na umór z kumplami, jaranie blantów, zamiast wyśnionego ukradkiem bolca – przy ustach e-pet… Skakanie ze skał do wody, szybka jazda autem z wypożyczalni to karykatura tego świętego procesu. Ta sama brawura w braku miłości własnej zabija powoli, zbierając po drodze przypadkowe ofiary. Na ile potrafisz spokojnie, głęboko i dumnie oddychać bez połączenia pępowinką ze „swoją” kobietą? W Polsce jest mnóstwo mężczyzn z deficytem męskiego pierwiastka. Egzystują bez dostępu do emocji, tworząc nieświadomie kolejne toksyczne relacje w swoim otoczeniu.

Anatomia polskiego „Janusza” i pancerz wstydu

Boleśnie zdradzeni, emocjonalnie porzuceni przez swoich ojców, podrzuceni do kastracji swoim zgorzkniałym i kontrolującym matkom. Reagują awersją na najmniejszy przejaw świadomości – bronią skorupy wstydu jak bunkra, którego już nikt nie potrzebuje. Zawieszeni w zamrożeniu między uległością a agresją. Połykają emocje i rosną, rosną… Piersi i oponka to już zaawansowane stadium agonii polskiego Chucka Janusza Norrisa. Powszechna kryptodepresja. Przepracowani, próbują zasłużyć na odrobinę akceptacji u kobiet będących matrycą matki. Zbudowali związki na symbiotycznych przeniesieniach, w których toksyczne relacje stają się jedyną znaną formą bliskości.

Lękowa wierność jest zniczem na ołtarzu nieuświadomionej nienawiści. Frustracje topią w używkach – takie tam piwko, dwa, wieczorem i głośne ha, ha z kolegami. On ciągle mówią, mordki im się nie zamykają. Mężczyzna w żeńskim, cyrk! Potem drżąca dłoń na ramieniu ziomka i śmierć pedałom z LGBT – wyparty krzyk tęsknoty za silnym mężczyzną. Z pamięci recytują wyniki meczów, w przerwach biją się w dumną pierś pięścią poglądów politycznych, by wzmacniać niepewne ego. Kobiety są dla nich terra incognita, reprezentują cień, więc instrumentalne traktowanie jest komunikacyjną normą.

Uwolnić synów: Droga wyjścia z toksycznych relacji

Jeżeli Twój syn wykazuje emocjonalną miękkość i wywołuje to w Tobie gniew, to jest to symptom alarmowy. Wiem, jak Ci trudno. Jak się czułeś przez lata pogardy, jaki pancerz nosisz. 80% samobójstw w Polsce to mężczyźni… Zdolność do wytrzymania upokorzeń małego chłopca jest bliska zeru. Jeżeli nie macie zasobów i odwagi, aby stanąć w swojej prawdzie, możecie zrobić coś innego.

Uwolnijcie swoich synów. Nie tresujcie ich do podsycania swojej próżności. Zostawcie córki w spokoju. Nie blokujcie ich naturalnej energii życiowej tylko dlatego, że poruszają Wasz cień. Im szybciej skończą się „Janusze”, tym rzadziej w przyrodzie będą występować te toksyczne relacje i nieszczęśliwe „Grażyny”. Młodzi w głębi ducha chcą się uwolnić od syndromu „dziwki – madonny”, rozpuścić wstyd i poznać piękne koliberki. Kochać tak, jak mężczyzna potrafi najlepiej.

Twoje strzały nie są o mnie, a o Tobie.

P.S. Droga kobieto, nawet jeśli jeszcze tego nie czujesz, Ty też jesteś pięknym koliberkiem. 🙂

Mnichu – czasem pedagog, czasem terapeuta, syn, ojciec i mąż.