Skip to main content

Współczesny wojownik rzadko przypomina postać z lśniącej okładki czy herosa z epickich poematów, choć jego walka jest równie realna, wyczerpująca i brzemienna w skutki. Prawdziwe męstwo objawia się w tych momentach, gdy świat zewnętrzny widzi spokój, a wewnątrz toczy się bój o każdy centymetr własnej tożsamości, o prawo do bycia sobą bez konieczności przepraszania za własne istnienie. To stan, w którym mężczyzna stoi zawieszony pomiędzy dwoma rzeczywistościami, próbując odnaleźć pion w świecie pełnym chaosu. Jedna noga wciąż spoczywa w przeszłości, w tym, co znane, choć bolesne, ciasne i ograniczające.

Druga noga rwie się radośnie ku przodowi, ku rozwojowi, ku nowemu życiu, które obiecuje wolność, ale budzi też ogromny lęk. Ten lęk wynika z niewiadomej – nie wiesz, jak tam jest, bo nikt wcześniej nie narysował dla Ciebie tej mapy. Ten rozciągnięty szpagat duszy sprawia, że każda tkanka istnienia drży z napięcia. To boli, męczy i sprawia, że współczesny wojownik ma ochotę po prostu usiąść i przestać walczyć. Jednak idzie dalej. Wie doskonale, że powrót do starego świata oznaczałby powolne usychanie, a zatrzymanie się w tym szpagacie jest na dłuższą metę niemożliwe. Ciało już to wie. Ono pierwsze wysyła sygnały, że czas ruszyć z miejsca.

Ego współczesnego mężczyzny często przechodzi przez ogień, który zostawia po sobie zgliszcza. Bywają chwile, gdy rozpada się ono na tysiąc ostrych kawałków, raniąc wszystko dookoła. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy mężczyzna lokuje swoje najgłębsze, najczystsze uczucia w miejscach lub osobach, które nadużywają swojej roli, niejednokrotnie skacząc mu po głowie w akcie emocjonalnej dominacji. Inwestowanie serca w kogoś nieadekwatnego jest destrukcyjne, rozrywające wnętrze po stokroć i pozostawiające po sobie głuchą pustkę.

Współczesny wojownik patrzy wtedy, jak jego miłość i troska marnieją, a on sam zostaje z pustymi rękami i poczuciem całkowitego spustoszenia. Ten proces bywa niszczący, ale paradoksalnie to właśnie on przygotowuje do ról, które przychodzi nam pełnić dzisiaj. Rozbite ego traci swoją sztywność. Przestaje być pancerzem, który odcina od świata i drugiego człowieka, a zaczyna być paletą doświadczeń, z których każde, nawet to najbardziej bolesne, ma swoje głębokie znaczenie. Wrażliwość mężczyzny, choć bywa przekleństwem w świecie ceniącym wyłącznie brutalną siłę, jest jego największym skarbem. Pozwala widzieć barwy, których inni nie dostrzegają, i czuć rytm życia, który dla wielu pozostaje całkowicie niesłyszalny.

Współczesny wojownik nosi blizny, jako fundament tożsamości.

Ciało, którym dysponuje współczesny wojownik, również nosi swoje blizny. Drobne ułomności, braki czy niedostatki fizyczne stają się czymś więcej niż tylko zapisem w karcie medycznej. Przez długi czas są częścią ego, której mężczyzna nie potrafi zaakceptować, którą odrzuca jako dowód na słabość czy niekompletność! Każda taka blizna zasługuje jednak na to, by ją ukochać z najwyższą uważnością. Każdy centymetr ciała, ze wszystkimi jego brakami i niedoskonałościami, jest jedynym domem duszy. To ciało przeprowadziło Cię przez najcięższe chwile, przez dzikie góry, palące słońce i mrok dojmującej samotności. Zasługuje na wdzięczność. To moment, w którym przestajesz walczyć z samym sobą, a zaczynasz współdziałać ze swoją naturą.

Jesteś pełnowartościowy właśnie z tą blizną, z tą luką, która przypomina o tym, że jesteś żywy i że przetrwałeś próbę ognia. Kolejny krok to zapomnienie o „ja”. Stajesz się wtedy tak gęstą obecnością, że aż nie ma Cię wcale. Jest tylko czyste istnienie.

Samotność, którą współczesny wojownik zna aż nazbyt dobrze, jest surową nauczycielką. Przez lata wielu uciekało przed nią w relacje, w maski, w próby przypodobania się innym za wszelką cenę. Dopiero gdy zaprosisz ją do stołu i spojrzysz jej prosto w oczy, pokaże Ci Twoją prawdziwą twarz. Okazuje się wtedy, że nie potrzebujesz natchnionych wykładów od ludzi, którzy Twoje istnienie mają głęboko gdzieś.

Twoja droga jest surowa, prosta i szczera. Nie musi pasować do czyichś wykwintnych definicji rozwoju. Jest Twoja i to stanowi o jej świętości. Tęsknota za drugim człowiekiem jest dowodem na to, że fundament, który wykułeś, jest już wystarczająco mocny, by móc się nim podzielić. Kochać z pozycji pełni, którą wypracowało się w ciszy, to najwyższa forma relacji. Współczesny wojownik wie, że bliskość bez autentyczności jest tylko kolejną formą więzienia.

Nic tak nie oczyszcza męskiego umysłu jak pot i drżenie mięśni po ciężkim treningu. W tym procesie świadomie rozkładasz stare ego na kawałki. Ruch, wysiłek, walka z własną niemocą fizyczną – to one dają czyste oko i klarowność myśli. Kiedy krew krąży żywiej, lęk przed nowym traci swoją paraliżującą moc. Wysiłek fizyczny jest jak ogień, w którym wypalasz niechciane programy, cudze oczekiwania i wszystkie te „niechciane idee”, które kiedyś wpuściłeś do swojego zamku pod wpływem manipulacji czy braku wiary w siebie. Każdy krok pod górę, każda minuta treningu, gdy ciało mówi „dosyć”, a współczesny wojownik idzie dalej, przybliża go do jego wewnętrznego królestwa…

Jesteś jak Odyseusz, który po latach tułaczki wreszcie wraca na swoją wyspę. Możesz czuć się nagi i bezbronny jak żebrak, którym pomiatają inni, nie widząc Twojej prawdziwej wartości. Ale w Twoich żyłach płynie krew króla, który odzyskał świadomość swojego pochodzenia. Masz pełne prawo wyrzucić z życia ludzi, którzy chcą Tobą rozporządzać, i idee, które nie są Twoje. Twój powrót do siebie jest procesem ostatecznym i nieodwracalnym. Nie spoczniesz, póki nie odzyskasz całkowitej władzy nad swoim życiem, nad swoim czasem i nad swoimi emocjami. Współczesny wojownik to człowiek, który wreszcie odłożył cudze ciężary i wziął na ramiona własne przeznaczenie.

Wierzę w Waszą moc. W Waszą mapę i w Wasz wielki powrót do domu.

Meva | The Place

 

Nasz przyjaciel – Odyseusz