Ucieczka na Wschód…?
Czyli jak upolować pięknoducha.
Nasza kultura wyrasta z platońskiej dialektyki i dwóch fundamentów: kartezjańskiego – „myślę, więc jestem”, i newtonowskiego rozumienia i stosowania praw fizyki klasycznej, np.: większa siła – większy efekt. Logika, przyczynowość, finanse, sprawczość, racjonalny empiryzm, ale i własność, systemy, technologia w obróbce materii, a ostatnio – przesyłu informacji. Kilkaset lat zapętlenia i samozagęszczenia. Aspekty lewopółkulowych wartości i wynikających z nich przejawów działania. Jest to ważny i jednocześnie bezwzględnie dominujący składnik obserwowalnej, a więc rzeczywiście rzeczywistej egzystencji. Wszystko jest kwestią proporcji i skali.
Męska siła nadała strukturę i sens, rozdzieliła naukę od religii, wygasiła stosy, zbudowała kościoły i wielkie piece (…). Epoka oświecenia była bezprecedensowym skokiem globalnej świadomości. Pozwala dziś stosunkowo łatwo poruszać się po konwencjonalnej mapie. De facto jest mapą, na której każde ego domaga się autorytarnej obecności… Iluzja, która uwierzyła we własne istnienie za pomocą li tylko czystego rozumu i zasiliła egocentryczne i materialne tendencje: tyle jesteś, ile posiadasz i głośnobarwnie krzyczysz: zobacz! oto ja!
Głos pięknoducha ginie pośród sobie podobnych. Frustracja indukuje agresję, co w świecie prawnych systemów ograniczających proste impulsy rodzi autoagresję. Choroby cywilizacyjne, uzależnienia, konsumpcjonizm, to tylko kilka kluczowych przykładów.
Gdzieś po drodze naruszyliśmy granicę delikatnej równowagi. Brakuje nam elementów na drugiej szali wagi odmierzającej naturalną pełnię. Najnowsze badania mentalu owej pokawałkowanej płaskiej rzeczywistości zachodniego świata ukazują niepokojące spustoszenie. Tylko dlatego, że zjawisko pozostaje poza obszarem bezpośrednio widzialnym (empirycznym), znajduje się ono poza marginesem zainteresowania mainstreamu. Około 20% społeczeństwa cierpi na różne formy depresji. Karen Horney postawiła tezę w swojej „Neurotycznej osobowości naszych czasów”, parafrazując: każdy w zachodniej kulturze boryka się ze zdrowiem psychicznym…
Ucieczka na Wschód jako próba odzyskania mocy
Poziom złożoności zjawiska jest szeroki, tak jak ogromne jest spektrum przyczyn. Zaproponuję więc redukcjonistyczne, wyjaśniające uogólnienie. Nadwyżka siły (kartezjańsko-newtonowski paradygmat) w przestrzeni z jednoczesnym deficytem mocy (emocje, zaufanie, bycie, rozluźnienie, artyzm, zmysłowość, empatia, prawopółkulowy holizm, subtelność i łagodność, duchowość i czucie) powodują w układzie nerwowym psychosomatyczny, lękowy skurcz, którego patriarchat jest nieświadomy. To smaczna kość dla ego, pies zjadający własny ogon.
Ucieczka na Wschód stanowi próbę odnalezienia brakujących parametrów egzystencji w przestrzeni, która zachowała bezpośredni kontakt z biologią mocy. W The Place ten ruch traktujemy jako esencjonalny punkt wyjścia do pracy nad przywróceniem naturalnego rytmu i rozluźnienia układu nerwowego.
Na drugim końcu świata, w dalekiej Azji, przed tysiącami lat powstało kilka psychologiczno-filozoficznych systemów, które są metodami uzupełniania mapy o brakujące aspekty. W ignorancji tkwią próby nazwania ich religiami. W bezpośredniej praktyce taką komunię męskiego z żeńskim, siły z mocą, proponuje tantra (wersja neo jest naszą propozycją dla zachodnich, krytycznych intelektów). Zen jest bezpośrednim wglądem w pełnię rzeczywistości przy wykorzystaniu ponadczasowych i uniwersalnych parametrów Wielkiego Umysłu, który teraz czyta te słowa!
Powszechna tendencja do eksplorowania orientu jest zrozumiała. Oddolny ruch młodych mężczyzn z zachodu zasiedlających Tajlandię, Filipiny, to wyraz głodu i nienasycenia w poszukiwaniu rozluźnienia między udami filigranowych uśmiechów. Mylące bywa ezoteryczne zawodzenie zaburzonych, udomowionych pięknoduchów środkowej Europy. Są to bezrefleksyjni, wysokowrażliwi piewcy czystego bycia na wiecznie umajonej łące egocentryzmu i neurotycznej intuicji, za miedzą której czyha depresyjna pustka.
Można latami zgłębiać buddyzm, jeździć na medytacyjne odosobnienia, mantrować przy ogniu, strumieniu, czy zamykać się w klasztorze. Ucieczka na Wschód w ostateczności prowadzi do słów mistrza zen: przed przebudzeniem góry były górami, lasy lasami, rzeki rzekami; po przebudzeniu – góry są górami, lasy lasami, rzeki rzekami. Paradoks jak u Beissera! Początek kwantowej epoki! Wielowymiarowej rzeczywistości poza dualizmem: „moje”, „twoje”, „lubię”, „nie lubię”, „dobro”, „zło”, gdzie mniej znaczy więcej, a podmiot jest przedmiotem, tak jak duch patrzy Twoimi oczami, słyszy Twoimi uszami. Transpersonalna zmiana to płachta absurdu na zamaskowane duchowością ego pięknoducha.
Pytania o przejście przez ucho igielne – panie Newton? – ustępują miejsca pytaniu o to, kim jest ten, kto pyta. Wytrzymanie bezczasowego momentu Ciszy i Pustki to stan, poza którym wszystko jest cierpieniem…



