W drodze do siebie – spełnienie, bezpieczeństwo i kobieca moc
Dostałam niedawno trzy z pozoru niewinne pytania: Czy czujesz się spełniona? Czy czujesz się bezpiecznie, będąc w drodze od paru lat? Czym się zajmujesz?
To banalne small talkowe kwestie, ale każda z nich miała subtelny aromat presji. Miałam wrażenie, że pytający oczekiwali potwierdzenia własnych przekonań lub gotowych już tez. Czasem wydawało się, że odpowiedzi zostały sformułowane za mnie, a ja mam jedynie przytaknąć, by zachować komfort otoczenia.
Zastanawiając się nad spełnieniem, pomyślałam o całym dniu. Dom ogarnięty. Ogród podlany. Dziecko po tańcach, paczki wysłane, liście zebrane, a włosy umyte. Oddycham. Kobieca moc objawia się w byciu tu i teraz. Nie taplam się w traumie, nie pędzę w przyszłość, nie utknęłam w tym, co było. To wystarczy. Czy jestem spełniona? Ani tak, ani nie. Po prostu nie zajmuję się tym tematem. Jest dobrze, a to stan, który doceniam najbardziej.
Bezpieczeństwo w podróży a kobieca moc
Jak z bezpieczeństwem w naszej kilkuletniej drodze? W ciągu ostatnich trzech lat przeżyłam sytuacje, które mocno zachwiały moim spokojem. Właścicielka domu nagle zmieniła zdanie, ktoś zakradł się do naszego namiotu na Losinj, a w Gruzji facet pod pozorem przejażdżki konnej próbował mnie molestować. Skończyło się na kilku łokciach i ucieczce. Te momenty konfrontacji z agresją i nieprzewidywalnością drugiego człowieka uczą czujności, ale też zmuszają do budowania granic, których nikt nie ma prawa przekroczyć.
Czy czuję się bezpieczna? Nie mam skali. Jeśli porównam obecne życie do tego „starego” w Polsce – paradoksalnie dopiero w drodze odzyskałam spokój. Są chwile lęku, ale są i takie, w których to inni powinni bać się mnie. Dopóki nie wkracza w to ludzkie ego, przestrzeń pozostaje łaskawa. Natura nie daje niczego, z czym byś sobie nie poradziła, jeśli tylko potrafisz słuchać tego, co podpowiada Ci Twoja wewnętrzna kobieca moc. W lesie czy nad brzegiem morza czuję się bezpieczniej niż w betonowych klatkach systemowych oczekiwań.
Czym się zajmuję? Praca z ciałem i kobieca moc
Tu dochodzimy do sedna. Po latach błądzenia odkryłam, że moja praca to głęboka podróż w świat kobiecego wnętrza. To droga prowadzona przez fizyczność. Ciało jest miejscem, gdzie traumy zapisują się najmocniej – w napięciach, blokadach, sposobie oddychania i postawie. Często niesiemy w sobie historie, których nasze usta nie potrafią jeszcze opowiedzieć, ale tkanki już je krzyczą.
Z moimi kobietami nie ograniczam się do rozmów. Nie zostawiam procesów na poziomie umysłu, bo ciało pamięta wszystko. Dotyk, świadomy ruch i masaż to narzędzia, którymi dłubię w ranach narosłych pod ciężarem społecznych oczekiwań i patriarchatu. Trafiają do mnie kobiety, które uwierzyły, że są „za bardzo” albo „za mało”. Te zepchnięte w cień, pragnące odnaleźć autentyczność na nowo. Często pierwszy głęboki wydech podczas sesji jest momentem, w którym ta zamrożona kobieca moc zaczyna powoli tajać.
Pomagam im wydobyć to, co zablokowane. Wyzwalam energię życia, która utknęła pod warstwą wstydu czy lęku. Przez masaż i uwalnianie napiętych emocji przywracamy harmonię między sercem a umysłem. To powrót do pierwotnej wersji siebie, tej sprzed wszystkich „musisz” i „powinnaś”. W tej przestrzeni kobieca moc sprawia, że ciało staje się domem, bezpieczną przystanią, a przestaje być więzieniem czy obcym terytorium.
Wolność i samoświadomość – jak działa kobieca moc?
W świecie, który chce nas dzielić i kontrolować, ta praca staje się mostem między traumą a uzdrowieniem. To nie jest proces błyskawiczny, to raczej powolne odzyskiwanie kawałków siebie, które pogubiłyśmy po drodze. Efekt? Więcej siły i wolności. Lepsza jakość codzienności, w której przestajesz być ofiarą okoliczności, a stajesz się twórczynią własnego spokoju. Można powiedzieć, że to całkiem sensowny „zawód”.
Jestem w drodze – fizycznej i duchowej. Podążam swoją ścieżką, czasem pełną niepewności, czasem odważnie. Zatrzymuję się, by zaczerpnąć tchu, ale idę dalej. Chcę, żeby każda kobieta poczuła, że historia jej nie definiuje. Trauma, choć bolesna, może stać się kompostem, na którym wyrośnie coś niezwykle silnego. Ciało jest źródłem uzdrowienia, a przeszłość nie jest wyrokiem.
Zatrzymaj się na chwilę i zapytaj siebie: co mogę zrobić, by wrócić do siebie? Kim jestem, kiedy zrzucę cudze oczekiwania, te wszystkie maski i role, które narzucił mi świat? Co mówi Twoja kobieca moc? Jak możesz ją w końcu usłyszeć w tym wszechobecnym hałasie? Twoje ciało zna odpowiedzi, wystarczy dać mu przestrzeń, by mogło przemówić.
Trzymajcie się ciepło!



