Skip to main content

Podróż duchowa to skok w obszar, gdzie znikają mapy i tak zwane bezpieczeństwo. Niemal gwałtowny powrót do czucia rzeczywistości całą powierzchnią skóry, odzyskanie wzroku w postrzeganiu własnej ścieżki i spotkanie ze swoją naturą w pełnej, surowej ciszy.

Depresja mężczyzny a głód autentyczności

Zanim zostawiłem wszystko… w monotonii nic już nie cieszyło. Świat widziałem jako płaski i pozbawiony znaczenia, nie potrafiłem się już nawet zdenerwować. Chociaż zawodowo od lat z sukcesami pomagałem ludziom, sam z trudem wstawałem z łóżka. Wstyd potęgował izolację. Zagęszczała się samotność. Zapadałem się coraz głębiej. Utrata sensu rozpoczęła chorobę duszy.

Pewnej jesieni została już tylko czarna pustka i anemiczne pytanie o sens cierpienia, fatum. Słabe, ociężałe ciało traciło energię. Miałem przeczucie, że problemu nie rozwiążę z poziomu problemu, że potrzebny będzie impuls, wstrząs, czasem nawet radykalny. Bałem się. Potrzebowałem pomocy i wiedziałem, że nie uzyskam jej już od żadnego człowieka. Coś wołało od środka, z głębi. Przeczucie… Pojawiła się niewymowna tęsknota za ciepłem, czystą wodą, lasem i górami – za mądrością, która uporządkuje mnie na nowo. Chciałem po prostu być. Potrzebowałem totalnego odpoczynku i bezwarunkowego przyjęcia.

Podróż duchowa jako droga powrotna do wewnętrznego domu

Porzuciłem „bezpieczny” etat w ministerstwie, sprzedałem dom, samochód, rozstałem się z bliskimi. Zabrałem mały plecak i wsiadłem w samolot. Skok w Pustkę okazał się drogą powrotną do wewnętrznego domu. Do Indii wyjechałem zmęczony życiem, na granicy załamania nerwowego, rozczarowany systemem, zbuntowany. Po roku wróciłem do Polski jako buddyjski mnich.

W jaskiniach i aśramach Dalekiego Wschodu uczyłem się najstarszych systemów leczenia ciała i umysłu. Na wyspie Koh Phangan praktykowałem w szkole tantry. W górach Tajlandii wstąpiłem do klasztoru i przyjąłem święcenia w tradycji Theravada. Bez wsparcia leśnych braci nie udałoby mi się wytrzymać lęku i bólu rozpadu starych schematów, nawyków, uzależnień. Wskazania historycznego Buddy z kodeksu Vinaja to trening prostego i naturalnego życia o ogromnym potencjale rozwojowym, również wychowawczym dla młodzieży.

System Vedant jako podróż duchowa i integracja mocy

Perfekcyjny system transformacji umysłu i leczenia ciała. Sprawdziłem go potem w doświadczeniu, samotnie wędrując wiele miesięcy. Żyłem z najbiedniejszymi na ulicach Bombaju, przemierzałem deszczowe lasy równikowe, przewodziłem śmiałkom w górskich wyprawach do dżungli. Odkrywałem się na nowo. Pustkowia Dalekiego Wschodu odarły mnie z iluzji o sobie. Nauczyłem się być w przepływie, prostocie i zaufaniu do życia.

W jaskini na wyspie Koh Ma dokonało się głębokie zrozumienie, dopełniła się moja podróż duchowa. Wiedza połączyła się ze świadomością: nic nie trzeba do siebie dodawać, wszystko jest jednym i nic, co prawdziwe, nie ginie – jest tylko umysł. Spokojna akceptacja zrodziła odwagę. Pozornie nie zmieniło się nic, ale ostatnie lata płyną mi w podróży po świecie. Intensywna praktyka otwierania się na obfitość Przestrzeni w zaufaniu. Kiedy nie ma porównań, każdy dzień jest tym najlepszym.

Na pytanie, czym jest system Vedant, odpowiadam, że to owoc komunii wschodnich doświadczeń mistycznych ze sprawdzonymi metodami zachodniej psychologii, terapii i dietetyki. Autentycznie przemieniające, integralne narzędzie, które skraca drogę do swojej Natury, aby móc jak najpełniej cieszyć się spełnionym i sensownym życiem. Twoja indywidualna podróż duchowa. To ostatni system, który uwalnia potencjał do wolności i odwagi do rozstawania się z wszystkim, co ogranicza i więzi. Nauka chodzenia na nowo. Bezwysiłkowo zmienia perspektywę i łączy przeciwieństwa.

Daje niedualne zrozumienie, że można mieć i robić zarówno to, jak i tamto. Uwalnia od kompulsywnej konsumpcji przy zachowaniu pełnej swobody w korzystaniu z przedmiotów. Przesuwa akcent egzystencji na doświadczenia i relacje. Spontanicznie odpadają schematy zachodniej kultury i obyczajowości. Stajesz się pierwotną twarzą sprzed narodzin Twoich rodziców.

Poruszam się w nurcie terapii Gestalt. Dla szalonych, gotowych i ciekawskich klientów wprowadzam odosobnienia, podróże w duchu zen. Trenujemy zaufanie swojej Natury i intensywne doświadczenie obecności. Skały stają się poligonem motoryki pierwotnej do pracy z ciałem. Lubię towarzyszyć ludziom w ich powrocie do mocy, sprawczości i sprawności ciała, obserwować, jak spowolnienie rytmu życia i zaufanie wydobywa nową jakość.

 

Res | The Place